poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Warwick

Dzisiaj zabiorę Was na wycieczkę do Warwick, stolicy hrabstwa Warwickshire. Niestety nie przebił Stratford, ale uważam, że miasteczko warto odwiedzić, gdyż jest przeurocze, znajduje się tam ładny park, śliczne kawiarenki, a dla fanów turystycznych atrakcji polecam Warwick Castle. Zamku nie odwiedziłam, podziwiałam jego widok z odległości. Dla osób, które koniecznie chcą się wybrać do środka zamku, polecam mieć na uwadze, iż taka przyjemność kosztuje w granicach 20 paru funtów. Na straganach w mieście można znaleźć pełno staroci, kamieni, słodyczy itd. Również odwiedziłam dwa antykwariaty. W takich miejscach szukam głównie starych książek, ale można się połasić o stare pocztówki, które kosztują kilka pensów, czy inne interesujące, stare przedmioty. Miłośnikom staroci śmiało mogę polecić takie miejsca. Z Warwick można się wybrać do Coventry czy Leamington Spa, gdyż te miasta leżą blisko siebie.

Brama wjazdowa do miasta.





Wejście do tea room

Czekolada była pyszna, bita śmietana już nie. Uważam, że pianek cukrowych było wystarczająco dużo, więc ciastko było zbędne

Lord Leycester hospital

Jedno z wejść do zamku Warwick


Kolejna droga do zamku Warwick




Zamek Warwick, widok z mostu. Chyba najpopularniejszy widok, z którym można się spotkać wszędzie, nawet na pocztówkach.


Moja "mała" obsesja - singiel Joy Division

niedziela, 16 marca 2014

Stratford-upon-Avon

Jako cel pierwszej wycieczki w tym roku obrałam miasto Shakespeare'a - Stratford. Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać uroku tego miejsca. Jak dla mnie, to miasto jest bardziej klimatyczne niż Londyn, być może ze względu na natłok małych, ślicznych kawiarenek, staroci, co ja uwielbiam najbardziej. Pogoda i humory dopisały, i zamierzamy powrócić niebawem!

Dom, w którym urodził się Shakespeare



Odkąd nie wolno mi przesadzać z kawą, przerzuciłam się na gorącą czekoladę.




Dosyć dziwne miejsce do odpoczynku ;)

Chciałam zabrać je wszystkie ze sobą!


Największym zaskoczeniem był dla mnie sklep, w którym przez cały rok sprzedają świąteczne ozdoby i nawet odliczają czas pozostały do Świąt!


czwartek, 27 lutego 2014

Untitled #1 vol. 2

Nie mogę sobie przypomnieć, w którym momencie zapomniałam o blogu. W ciągu ostatnich miesięcy bardzo dużo działo się w moim życiu. Od dwóch tygodni trochę to się zmieniło, ponieważ zwolniłam się z pracy, do której miałam mieszane uczucia - uwielbiałam to miejsce, atmosferę i ludzi, aczkolwiek, z drugiej strony ciągłe dojeżdżanie pociągami, ciągłe opóźnienia, zero czasu dla siebie sprawiły, że nie byłam w stanie dłużej tego robić. Przez ostatnie miesiące nie byłam nigdzie. Głównie zwiedzałam parki w Birmingham. Dwa, trzy razy w tygodniu jestem na open micach po to, aby wspierać mojego chłopca i moje zainteresowania są bardziej skupione na muzyce teraz (ba, nawet sprawiłam sobie prezent urodzinowy w postaci pięknej gitary basowej i uczę się grać na nowo, czyt. spełniam swoje długo oczekiwane marzenie. Jeszcze nie wiem, gdzie to mnie zaprowadzi. Ponoć szybko się uczę i zdążyłam urwać strunę w gitarze, czego mi wszyscy gratulowali i zastanawiali się, jak tego dokonałam [ponoć ciężko to zrobić, hm.]). Powróciłam do fotografii analogowej. Filmów jeszcze nie wywołałam, bo klisza nie wypstrykana. Jestem bardzo ciekawa, co też powstało po dwuletniej przerwie w używaniu analoga.

Podzielę się z Wami najładniejszym miejscem, które jest niedaleko mnie - Lickey Hills. Byłam bardzo oczarowana, tym bardziej, że w powietrzu unosiła się mgła, co dało miejscu magiczny nastrój.





niedziela, 22 września 2013

London from the tourist view

W końcu udało mi się ogarnąć zdjęcia z Londynu i znaleźć czas, aby ułożyć ładnego posta. Chęć zwiedzenia Londynu od strony turystycznej i zobaczenia City of London była tak ogromna, że bez największego namysłu zakupiłyśmy z koleżanką bilety przez National Express i wybrałyśmy się na całodniową wycieczkę. Oczywiście, London jest tak ogromny, że nie sposób zwiedzić wszystkie najważniejsze punkty w jednym dniu. Jedyny błąd, jaki popełniłyśmy, to niezaplanowanie naszej wycieczki. Nie skupiłyśmy się zbytnio na tym, co chcemy zwiedzić, jak dostaniemy się do poszczególnych miejsc itd. Po opuszczeniu Victoria Coach Station nie wiedziałyśmy za bardzo, w którą stronę iść. Na szczęście Londyn jest przygotowany na takich turystów, jak my i co kilka metrów znajdują się tablice, informujące, w jakim punkcie się znajdujesz i jak dotrzeć do różnych miejsc.
Swoją wycieczkę rozpoczęłyśmy od dotarcia do Buckingham Palace. Moja reakcja na zobaczenie tego miejsca była mniej więcej taka, że wymsknęło mi się głośne "to... to jest TO?". Byłam trochę w szoku, ponieważ nie tak sobie wyobrażałam ten obiekt, ale moje rozczarowanie zniknęło bardzo szybko, jak tylko dotarłyśmy się na "tył" Buckingham Palace, gdzie ujrzałyśmy dwóch strażników pełniących wartę oraz wielki plac z fontanną na środku.







Z Buckingham Palace udałyśmy się do St James's Park (chyba jest to drugi najsłynniejszy park po Hyde Park, śmiem twierdzić po opiniach moich znajomych, którzy wprost uwielbiają to miejsce :)





Kto by pomyślał, że za taką drobną przyjemność, jakim jest wypoczywanie na leżakach, trzeba płacić.. ;)

Aby nie tracić czasu, ruszyłyśmy na poszukiwanie Big Bena, London Eye i chciałyśmy spędzić trochę czasu, wypoczywając nad Tamizą. W oddali zauważyłyśmy London Eye, przeszłyśmy przez park, gdzie naszym oczom ukazał się ogromny plac.



Niestety nie zapamiętałam nazwy tego pałacu. Za pewne jest to jedno ze sławniejszych miejsc w Londynie.


Kolejnym przystankiem było Westminster.


Westminster Abbey

Podążając wzdłuż Houses of Parliament dotarłyśmy na Westminster Bridge, kierując się nad Tamizę, gdzie na turystów czeka tam wiele przeróżnych atrakcji. Uwielbiam książki, dlatego kiedy podążałyśmy brzegiem Tamizy, nie omieszkałam nie zatrzymać się przy targu książek :)



Gdzie można znaleźć plażę w Londynie? Oczywiście, że nad brzegiem Tamizy! :)

Spacerując brzegiem Tamizy, poczułyśmy się w pewnym momencie głodne, więc zawróciłyśmy za London Dungeon i poszłyśmy zamówić jedzenie w McDonald's. Następnie usiadłyśmy niedaleko London Eye, oglądając Mr. Beana i innych ludzi, którzy w tym czasie zabawiali turystów. Miałyśmy mały problem z gołębiami, ponieważ zleciało się małe stadko i próbowało się dobrać do naszych burgerów i frytek ;)

Pimm's jest to likier na bazie ginu, cytryn i chininy z dodatkiem mieszanki ziół. Tradycyjnie podaje się go z lemoniadą. W pubach jest także podawany z plasterkiem cytryny, pomarańczy i zielonego ogórka, wypełnia się go lodem i lemoniadą.

Po krótkim odpoczynku, najedzone i pełne sił na dalszy spacer, doszłyśmy do London Bridge, następnie kolejnym przystankiem był Tower of Bridge.



Planujemy kolejną wycieczkę, lecz tym razem na pewno zaplanujemy wcześniej, co chcemy zwiedzić oraz sprawdzimy, jak się dostać do tych miejsc. Uwielbiam Londyn; aczkolwiek, mam małe obawy, czy na pewno chciałabym tam mieszkać. Wszystko za sprawą turystów i ludzi, którzy, w moim odczuciu, nie wydawali się być zbytnio sympatyczni. Poza tym wieczny pośpiech, mnóstwo ludzi... Zdecydowanie wolę mieszkać w mniej tłocznym mieście.