czwartek, 6 grudnia 2012

Uciekam, a ty nie znajdziesz mnie.

Dzieje się tak, znowu stwierdziłam, że nie czuję się komfortowo, a Polska jest nudna i nie mam, co tutaj robić. Wystarczyła godzina rozmowy, żeby szturmem ruszyło kupowanie biletu (znalezienie taniego biletu o tej porze roku graniczy z cudem, ale wytrwali dostają to, co chcą), omówienie przyjazdu, zbieranie pieniędzy. Wyjazd nie za miesiąc czy dwa, ale wyjazd za parę dni. Bilet już jest, wydrukowany, pachnący jeszcze tuszem, a ja patrzę sobie na datę, na miejsce i cieszę się, bo będę w miejscu, za którym zawsze tęskniłam, chociaż nigdy tam nie byłam. Ale serce czuło, co innego, jakąś przynależność tam. Czy też mieliście tak, że czuliście się źle urodzeni? Nie w tym miejscu, w którym powinniście się urodzić? Trochę denerwuję się, boję się lamentu "przecież to wszystko się nie mieści!", boję się ciężkiej walizki, boję się, co spotka mnie na miejscu, chociaż sama nie będę.
We wtorek przywitam Anglię po raz pierwszy, a Anglia ujrzy mnie po raz pierwszy z moim głupim nieangielskim akcentem.

2 komentarze:

  1. ja się wiecznie czuję źle urodzona, przez tych ludzi, miejsca, źle mi się mówi po polsku i nawet nie pasuje mi to, że inni mówią po polsku i cały świat dookoła, ta polska rzeczywistość, to wieczne niezadowolenie, nic mi tu nie pasuje i myślami zawsze jestem gdzieś w USA, siedzę na zewnętrznych schodach z kubkiem kawy o zachodzie słońca i mój sen wydaje mi się rzeczywistością, a rzeczywistość snem.
    POWODZENIA <3

    OdpowiedzUsuń
  2. zostałaś nagrodzona przeze mnie :) http://www.angelamichalik.blogspot.ie/2012/12/o-mnie-czyli-tag-jo-d.html

    OdpowiedzUsuń