środa, 1 maja 2013

don't stop dreaming

Trzy dni później.
Teraz wiem, jak czują się ludzie, którzy mówią, że mają depresję po koncertową. Chyba jestem w tym stanie, połączonym z domieszką ciągłego niedowierzenia. Przeglądam zdjęcia po raz enty, nadal nie wierzę. Po 7 latach udało się, w końcu zobaczyłam The Subways na żywo. Ba, poznałam ich osobiście, wypiłam z nimi piwo. Niesamowite uczucie, wspaniali ludzie.
Mogłabym opisać cały ten dzień wdrażając czytelnika nawet w najmniejsze szczegóły, ale po co. Wolę zachować całe to wspomnienie dla siebie, a nie zamierzam też wzbudzać zazdrości (i tak już parę osób znienawidziło mnie za to :P). Miast tego, parę zdjęć z jednego z najlepszych wieczorów w moim życiu. Oby do następnego!
 Papa Lunn robi soundcheck :)

1 komentarz:

  1. ja zawsze czuje ta "deprsje pokoncertowa" zawsze mam wrazenie, ze moglabym tam byc caly dzien, ze moglabym sie spotkac z wykonawca i w ogole .. ah :D

    OdpowiedzUsuń